Tu nie chodzi o hajs, laski czy fejm. Tu chodzi o Grę.

Jedna Rzecz

Czyli książka która jest środkowym palcem w stronę wielozadaniowości i wszystkiemu czego uczą nas od najmłodszych lat.

Publikacja autorstwa Gary Keller i Jay Papasan jest napisana prostym i zwięzłym językiem mimo, że właściwie traktuje tylko o jednej zasadzie: „skup się na jednym”. No i fajnie, ale przecież jest tyle ciekawych spraw na świecie a po za tym tyle muszę umieć bo bliscy wymagają, bo szef jest nieubłagany albo jeszcze lepiej bo prowadzę własny biznes i muszę każdą czynność robić sam. Każdy z tych przypadków mogę skwitować jednym stwierdzeniem „zacznij delegować obowiązki” ale to nie o tym tutaj chce pisać.

Ok, zgodzę się, że teraźniejszy świat  jest pełen ciekawych i kolorowych zajęć, dużo ludzi wokół wymaga indywidualnego traktowania i pragnie mieć w nas specjalistów, no i oczywiści od faceta wymaga się żeby był złotą rączką, kochankiem, pracownikiem, ojcem, rekinem finansów, znawcą sportów wszelakich i cholera wie kim jeszcze. I czy to jest dobre? Może dla kogoś tak ale dla mnie już nie. Zauważyłem gdzie są co osiągają w życiu osoby które skupiają się na wszystkim po kolei i których uwaga tak łatwo jest rozpraszana kolejnymi zadaniami. Niestety, nie imponują mi i z żadnym nie zamieniłbym się na miejsca, przez co automatycznie nie widzę powodu żeby robić to co oni.

Dlaczego w ogóle chce mi się o tym pisać i czy ma sens czytanie tego co właśnie przelewam na papier?

  1. Jedną z najważniejszych w obecnym świecie umiejętności do opanowania jest skupienie. O nasz czas zabiegają dosłownie wszyscy których znamy, do tego dochodzą jeszcze media społecznościowe z których każde ma inny dźwięk powiadomienia w telefonie a to wszystko polane jest sowitą dawką reklam, które są tak targetowane żeby przed oczami pojawiały się jak najgłębsze pragnienia wyczytane z cookisów.
  2. Przez kawał swojego życia starałem się prowadzić parę spraw naraz. Firma a właściwie dwie do tego związek z dziewczyną, życie towarzyskie które zakrapiałem i posypywałem substancjami a na koniec jeszcze rodzina, bo niby trzeba. Totalnie otwarcie mówiąc żadnej z powyższych już nie mam (no może oprócz rodziny), żadna nie doszła do stanu który by mnie satysfakcjonował. Oczywiście nauczyłem się masę z tego okresu ale sądzę że więcej bym zrobił nie rozkładając się na mniejsze części.
  3. Panika i załamanie. Klasyka, kiedy tylko zaczyna się sypać grunt z pod nóg zaraz zabieramy się za wszystko i nic jednocześnie. Z firmą są kłopoty, to trzeba zobaczyć księgowość, obdzwonić klientów, przycisnąć pracowników, zrobić plan w razie porażki i cokolwiek jeszcze przyjdzie do głowy. Problem z drugą połówką, zaraz pojawia się 20 różnych sposobów jak to naprawić a na ich miejsce 23 powody dlaczego się nie da. A gdyby tak po prostu stanąć w miejscu i zacząć od jednej rzeczy, od czegoś bardzo podstawowego co robisz codziennie? Może wtedy coś się zmieni?
  4. Przyznam się że jedynym czego zazdrościłem niektórym znajomym i ludziom w moim towarzystwie to ich pasja. Często jak widziałem moją znajomą z czasów studiów biorącą gitarę do ręki mogłem aż poczuć jak jej serce bije w rytm muzyki którą właśnie gra. Tak samo patrzę teraz na swoją dziewczynę która imponuje mi pasją przy malowaniu, niema dla niej wtedy nic innego, tylko pędzel, dłonie, płótno, farby i fantazja która prowadzi w nowe zakątki.

Na koniec cytat z wybranej losowo strony książki:

 

„Produktywność nie polega na tym, żeby być wołem roboczym, nieustannie pracować i ślęczeć po nocach… to raczej kwestia priorytetów, planowania i troszczenia się o swój czas. Za wszelką cenę.”

-Margarita Tartakovsky

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.