Tu nie chodzi o hajs, laski czy fejm. Tu chodzi o Grę.

Tu niema magii

Siedziała na kanapie z wlepionymi we mnie oczami a przed nią był telewizor na którym puściliśmy przedostatnią część Harrego Pottera. Nie „księcia półkrwi” tylko pierwsza część insygnia śmierci, tak dla wyjaśnienia. Byłem właśnie w jednym ze swoich monologów, snułem tyradę a wenę miałem wtedy idealną, flow jaki można porównać tylko do przemówień największych tego świata, Martina Luthera Kinga, Winstona Churchilla, Adolfa Hitlera czy Abrahama Lincolna. O czym mówiłem? A no właśnie, wyobraź sobie teraz że siadasz na mojej białej skórzanej kanapie obok tej słodkiej dziewczyny i razem słuchacie.

To jest kurde nie do pomyślenia! To chyba najgorszy przykład dla młodych ludzi jaki może być! Ten film a właściwie cała seria jest zbyt banalna i wypacza prawdziwy sens który jest na świecie. Spójrz, kto jest głównym bohaterem? (zwykle w takich momentach zadaje tylko pytania retoryczne i nie lubię jak ktoś na nie odpowiada bo automatycznie przerywa moją dramatyczną cisze) Harry ku*** Potter, chłopiec który przeżył. Syn swoich rodziców dzięki którym nie musiał robić nic. Uczeń który jadąc na miernych ocenach zawsze zalicza wszystkie zajęcia. Dzieciak mający wszystkich obok siebie a każdy z tych ludzi chce mu pomóc. Bądźmy totalnie obiektywni, ten chłopaczek jedyne co właściwie zrobił, jedyne jego rzeczywiste osiągniecie to, to że się urodził. A no przepraszam, jeszcze złapał niezapominajkę łamiąc przy tym parę zasad w szkole za co notabene dostał nagrodę pod postacią włączenia do drużyny, zero kwalifikacji, zero sprawdzeni umiejętności, zero czego kol wiek włącznie z praktyczną umiejętnością latania na miotle, co jak domniemam jest umiejętnością wymaganą w quidditchu tak jak posiadanie wózka inwalidzkiego w koszykówce dla niepełnosprawnych. Aha i żeby tego było mało, każdy „test” który przechodzi w filmach jest właściwie rozwiązywany przez kogoś innego. Starzy dają mu masę hajsu, dyrektor go hołubi bo jakąś kulka z przepowiednią powiedziała że „przeżyje tylko jeden”, praktycznie każdy profesor i profesorka w szkole jak słyszy Potter to robi w gacie bo „to on”, już nie mówiąc o innych wiedźmach i czarownikach którzy zrobią wszystko żeby dowiedzieć się co dziś odwalił Harry. To jak magiczna wersja Kim Kardashian, tylko z blizną na twarzy a nie na tyłku po implantach. Jaki to przykład daje naszemu młodemu społeczeństwu? Czy chcemy aby takie wartości nimi kierowały? (jeszcze raz, nie znoszę jak ktoś odpowiada w takim momencie chyba że personalnie się go zapytam)

Z drugiej strony mamy odwrotność. Gościa który nie miał nic, przyszedł znikąd a właściwie gorzej niż znikąd, z sierocińca odrzucony przez rodziców, bez pieniędzy, bez jakiego kol wiek zaplecza i bez nazwiska na które ktoś by wdychał. Chłopak który jak Eminem dostał jedną szanse i wykorzystał ją do maksimum, zapieprzając i ciągle szukając nowych możliwości. Dzieciak który położył wszystko na szali, swoje serce które oddał miłości no nauki i tworzeniu nowych rozwiązań, swój umysł który zastawił książkami i doświadczeniami od najbardziej znamienitych czarodziei spotkanych na swojej drodze, i na koniec oddał swojej pasji duszę. Duszę którą podzieli na nie dwie, nie trzy albo cztery części. O nie, moja droga on podzielił ją na siedem, powtarzam siedem części co było nie do wykonania w tamtych czasach. Tom Marvolo Riddle lepiej znany jako lord Voldemort, czarny Pan albo „ten którego imienia nie można wypowiadać”, był przykładem na to jak jeden człowiek może zrobić wszystko czego tylko zapragnie, jak może ruszyć tysiące serc różnej płci, rasy a nawet gatunków (centaury, olbrzymy itd.) do pójścia za jedną ideą. Do zmiany świata, do obalenia ustroju który im nie pasował. Ten gość przeszedł transformacje dzięki swoim celom i niezłomnemu nastawieniu, dzięki wizji którą zaszczepił w sobie dawno temu, zmienił się w legendę. On powinien być pokazywany jako bohater, jako człowiek a raczej czarodziej renesansu a nie jako złoczyńca. Nie jestem w stanie opisać jak podziwiam jego zaangażowanie i to jak bardzo chciałbym mieć kogoś takiego za mentora. Móc spędzić chociaż godzinę z kimś kto poświecił całe swoje życie jednej idei, szczytnemu celowi któremu podporządkował wszystko, nawet swoje ciało.

Nie ważne jest dla mnie jak go przedstawiają, dla mnie liczy się co zrobił, jak zjednoczył ludzi i ile osiągnął dzięki swojej pasji i zaangażowaniu. Harry tylko się urodził i to że posiadał moc która jak kol wiek dorównywała geniuszowi planowania Voldemorta jest błędem w książce. Ale rozumiem, trzeba czasem pisać pod publikę.

 

    • cozaludzie, 17 września 2017, 17:25

    Odpowiedz

    Ojciec odszedł, matka też lipa, śmiali się z niego, czuł się za to winny i kaleczył się duszowo i fizycznie żeby straszyć innych ale ostatecznie dla ratunku opętało go że ma nad moc. Zwykły psychopatus. A tego bloga nie można by pisać pod publiczkę!? 🙂

      • Johny 69, 18 września 2017, 20:02
      • Autor

      Odpowiedz

      Pisze pod publiczkę. albo raczej publiczka się zbiera pod moje pisanie :*

    • Lenia, 18 września 2017, 19:47

    Odpowiedz

    Ja wolałam Akademię Pana Kleksa.Twierdzę że HPoter jest z niej ściągnięty.

      • Johny 69, 18 września 2017, 19:57
      • Autor

      Odpowiedz

      J. K. Rolling pisała pod wpływem depresji a Brzechwa pod wpływem LSD, więc możliwe jest co piszesz. po za tym recepta na sukces to „znajdź kogoś kto zrobił to co Ty chcesz i skopiuj to” 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.