Tu nie chodzi o hajs, laski czy fejm. Tu chodzi o Grę.

Celność

„Musisz znaleźć cel”, „określ swoje marzenia”, „cel to marzenie z datą przydatności” i tak dalej i tak dalej. Wyznaczanie celów to wspaniała umiejętność która doprowadzi cię do sukcesu i pozwoli spełnić wszystkie marzenia, dzięki usystematyzowaniu swoich pragnień w liczby, daty i ilości, (innymi słowy wszystko co wymierne) masz większe prawdopodobieństwo na spełnienie ich inaczej to tylko palcem na wodzie pisane mrzonki. Słyszałeś to?

W celach niema nic złego może oprócz tego że są sztuczne i bardzo często nie dążą do zaspokojenia. Głównie dlatego ze mało kto umie je rzeczywiście wyznaczać. Ok., można ustawić sobie za przykładowy cel 1.000.000 zł rocznego przychodu albo założenie rodziny (2,5 dziecka + żona + pies) no albo najczęstsze czyli zgubić X kilogramów. Po operujmy na tym ostatnim bo dawna nie wsadzałem nic do kategorii fitness-owej.

Jak to klasycznie wygląda:

CEL -> Chce zgubić 10 kg do przyszłego sezonu bikini żeby ładnie wyglądać na plaży.

No i spoko. Cel jest, ilość jest, czas jest, powód jest. Niby wszystko na miejscu a jednak czegoś brakuje, czegoś bardziej osobistego, coś co sprawiło by że nie brzmi to jak puste słowa a jak rzeczywiście pasja i coś czego nie przestanę robić po 2 tygodniach bo nie zobaczę rezultatu i automatycznie będzie to dla mnie strata czasu. Ja w sumie nie miałem celu jako takiego jak zacząłem chodzić na siłownie, mój cel (jeżeli można to tak nazwać) był daleki od tego schematu. Ja chodziłem na siłownie żeby móc czuć się lepszym od innych, żeby być większym i zawsze mieć możliwość powiedzenia „chodzę na siłkę”, albo w momencie w którym nie chce mi się już z kimś widzieć po prostu wyjść z krótkim „jutro mam trening”. A najlepsze były spojrzenia innych ludzi. Laski które strzelały karkami i podziwiały z daleka moją klatę w koszulce o 2 rozmiary za małej i gości którzy widząc jak się zbliżam już widzieli że mogą liczyć tylko na ochłapy ze stołu bo główne danie mam ja. Ahhhhh to były czasy. Koniec nostalgii. To gdzie jest różnica w tym?

W tym gdzie widziałem rezultat co jest tez automatyczną gratyfikacją. Cel który jest na początku jest super jeżeli jesteś w stanie odwlec gratyfikacje i widzisz większy obraz tego co będzie w przyszłości, ale powiedzmy sobie szczerze, większość z nas na przykład ja, lubię od razu albo szybko dostawać nagrodę za to co robie. Im więcej widziałem wlepionych oczu, im częściej spoglądałem na swoja „pompę” tym bardziej jarałem się każdym dniem na siłowni, najprościej mówiąc miałem tyle pozytywnych odczuć związanych z każdego podniesienia hantla że głupotą było dla mnie wtedy nie pójść.  Ale czy widziałem „większy obraz” albo jakiś cel w tym co robiłem?

To trochę jak z sexem albo masturbacją. Jako facet wiem że dojdę, prędzej czy później ale dojdę. Jeżeli wiem że to się stanie po prostu cieszę się podróżą do póki trwa, przyjemnością jest wtedy każda minuta dotyku (siebie albo dziewczyny). Jasne że dojście jest zajebiste i czuję spełnienie ale droga do tego,  każda chwila jest coraz milszym przeżyciem, jak mogę sobie wybrać pornosa przy którym dojdę, jak opóźniam bo „to jeszcze nie ten wyraz twarzy aktorki” to jest naprawdę przyjemne.

Ważne gdzie myślisz że jest nagroda, ile razy ją dostajesz, jak bardzo przyjemna ona jest i co najważniejsze ile jej jest?

Jeżeli nagroda jest dopiero za 8 m-c i to w formie tego że straciłem kawał ciała tylko żeby się przypodobać innym ludzikom na plaży to ja się na to nie pisze. Nie mój styl i nie moja para kaloszy.

Jeżeli jednak nagrodą jest to że za każdym razem jak wyjdę z siłowni wszystko zwalnia. Dziewczyny się oglądają przygryzając dolne wargi, a typki patrzą na mojego bicka (prawego bo lewy jest mniejszy) i myślą „też bym chciał taką monstrualną łapę”. To jest nagroda. To że zawsze mogę powiedzieć „tak chodzę na siłownie” a w głowie mieć „tak jestem większy od ciebie i tak ja poświęcam czas na budowaniu siebie i jestem z tego dumny a ty czekasz tylko do weekendu żeby zachlać się i zapomnieć że jesteś kim jesteś”. To są moje gratyfikacje które dostane na co dzień bo to ja je wyznaczam.

    • cozaludzie, 20 września 2017, 11:50

    Odpowiedz

    Ooo ! Fajny wpis. Dobre to było, dobre! Ja bym zmiksował odległy cel /wielkie dzieło/ z szybkimi gratyfikacjami na etapach. Ale żeby wyznaczyć cel i drogę do niego to faktycznie trzeba mieć obczajone samorozpoznanie i strategię działania itd. Ludziom powiedzieli „macie wybór ,tyle towaru w sklepach, tyle atrakcji w życiu, jesteście wolni, macie wybór” ale k..a nie nauczyli nas wybierać. Jak wybrać co dobre, pod siebie czyli pod innych, co jest dobre dla EP? Jak EPek ma dokonywać wyborów żeby utrzymać się na topie? Redakcjo pisz bo pytania mnożą się jak króliki a życie mija 🙂

      • Johny 69, 21 września 2017, 20:53
      • Autor

      Odpowiedz

      EPek nie wybiera najpierw, tylko EPek próbuje, doświadcza i dopiero wybiera to co mu pasuje i co jest najlepsze w danym momencie 😉

    • cozaludzie, 24 września 2017, 13:56

    Odpowiedz

    Doświadczenie przodem. Mam przepić wszystko co na rynku zanim wybiorę? Ciągle zmieniają i nowe robią, nie nadążę.
    Klucza jakiegoś nie ma? Że tylko zielone albo tanie. To co mam teraz lecieć na innego bloga i na jeszcze innego żeby wiedzieć który mam czytać? Że najpierw spróbować mi nie trybi. Lody poproszę. Jakie? Wszystkie bo nie wiem.
    Pracę poproszę. Co Pan chce robić? Najpierw za górnika, albo nie , najpierw za młynarza, albo nie, najpierw za profesora albo nie… Od czego zacząć? Żonę poproszę. Która. Wszystkie spróbuję to wybiorę 🙂 Czy za mało kumaty jestem?

      • Johny 69, 25 września 2017, 22:51
      • Autor

      Odpowiedz

      http://eliteplayers.pl/?p=250
      Baw się dobrze 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.