Tu nie chodzi o hajs, laski czy fejm. Tu chodzi o Grę.

Ego

Oprócz wiedzy którą dostałem na studiach na temat tego mistycznego pojęcia i tworu jakim jest „ego”, to potem głównie słyszałem to jak jakaś laska mówiła że mam je przerośnięte. Czy rzeczywiście mam przerośnięte? Właściwie to nie mam pojęcia do dziś bo nie jest dla mnie dokładnie określone co jest od „ego” a co nie jest.

No tak… zrobiłem sobie 27 min przerwy żeby dowiedzieć się z wszechwiedzącej Wikipedii jak ona tłumaczy ego według wszystkich wierzeń, psychoanaliz i medytacyjnych guru. Szczerze mówiąc to przeczytałem trochę po łebkach więc nie przytoczę tu dokładnych cytatów i teorii ale jeżeli Ci się chce to leć na Google i wpisuj.

Jak się z ego spotkałem tak zrozumieliśmy że jednak życie razem będzie tak samo dla nas dobre jak destrukcyjne. Pierwszy raz zobaczyłem tego stworka jak medytowałem, z resztą też pierwszy poważny raz w moim życiu. To była dziwna wizualizacja (nie byłem po LSD, grzybach ani niczym innym). Zobaczyłem wnętrze swojej czaszki w formie pokoju wyłożonego obdartymi czarnymi tapetami, wszędzie czuć było wilgoć i grzyby które prawdopodobnie zagnieździły się tam jakiś czas temu. Światła właściwie nie było więc to co widziałem było odbiciem cieni. Gdzieś przede mną był mały korytarz tak samo zasyfiały jak reszta tego miejsca. W pewnym momencie zobaczyłem postać która odlepiała się od ściany po prawej stronie, nie był to człowiek raczej coś co zmaterializowało się przez grzyby mające już pewnie swoją własną cywilizację a może nawet układy polityczne. Czarny twór spojrzał na mnie oczami które tylko domniemam były tak czarne ze właściwie nie odróżniały się od zniszczonej powierzchni „ciała”. Zapytał mnie tylko o jedno, jego głos był tak przeszywający i dosadny że nie sposób było mi go zapomnieć przez tyle lat (to się działo ok. 2009r.).

– po co to robisz? – w tym pytaniu był wyrzut jednocześnie połączony z groźbą. Jak domniemam mówił właśnie o medytacji i pewnie zaglądaniu w siebie samego.

Potem się ocknąłem ale wspomnienie zostało wryte gdzieś w pamięci i co jakiś czas powraca, może na zasadzie przypomnienia początku a może znowu na zasadzie groźby.

Jeżeli brać pod uwagę że to było moje ego to muszę powiedzieć że… w sumie je rozumiem. Też bym nie chciał żeby mnie ktoś znalazł kiedy mam ciepłą miejscówkę i żyje według maksymy „chujowo ale stabilnie”. Od czasu tej konfrontacji przyświeca mi czasem jedno zdanie o tym „kolesiu”. Ja nie jestem nim, nie jestem swoimi myślami, nie jestem tym co zastałem w czaszce i nie jestem stęchlizny roznoszącym się podczas tej specyficznej wizji. To co tam się znajdowało to tylko wierzchnia warstwa tego co zostało kiedyś narzucone, może są w tym moje myśli powodowane strachem, pychą, samotnością, wygórowaną ambicją czy innymi uczuciami. Jednak im bardziej doświadczam tego, że to coś nie wyznacza mnie a jest tylko powłoką tym mi jest lżej… chyba trochę to skomplikowałem, postaram się uprościć.

Ego – myśli kierowane przeszłością i przyszłością. Wszystko co się nie dzieje teraz jest wytworem ego lub napędza je. Nie mówię tu że jest to tylko złe i nie pożądane, bo plany na przyszłość mogą być bardzo przyjemne i może nawet motywujące do czegoś. Jednak brałbym pod uwagę jakie emocje kierują tym co sobie wyobrażamy. W teraźniejszości niema ego, jest tylko teraz.

Zrozumiem jeżeli to ciężkie do zrozumienia, sam jeszcze się w tym trochę gmatwam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.