Tu nie chodzi o hajs, laski czy fejm. Tu chodzi o Grę.

Odetnij się

Znasz odpowiedz na każde pytanie które zadasz. Sam wiesz co masz zrobić, wiesz kiedy i jak. Skąd to wiem? Bo mam tak samo. Niczym się nie różnimy i wiemy kim jesteśmy, tylko czasem zapominamy sobie odpowiedzieć albo co gorsza ktoś odpowiada za nas. Reklamy które w sloganach komplementują każdy nasz ruch i klepią po główce po wyborze odpowiedniego produktu, filmy sprzeciwiające się establishmentowi i pochwalające wolnomyślicielstwo albo najprędzej nasi rodzice i bliscy którzy od małego wskazują najlepszą drogę do sukcesu, i do zaspokojenia swoich własnych małych nadziei na nasz temat. Każde z nich ma za sobą wielki plan i chwalebną ideę a mówię to bardzo poważnie. Mimo że ciśnie się na usta „to wszystko przez nich, teraz nie wiem co mam robić i czuje się nieszczęśliwy. Nie wiem co wybrać!” to teraz trochę cie oświecę a może nawet zburzę ten pogląd:

Jesteś odpowiedzialny za wszystko w swoim życiu. Za wychowanie, za wykształcenie, za reklamy które czytasz, za godziny które spędzasz przed komputerem, za ludzi z którymi się zadajesz, za rząd który masz nad sobą i za każdą inną sprawę mniejszą lub większą dotyczącą twojego tyłka.

Jak pierwszy raz to usłyszałem to miałem baaaaardzo dużo obiekcji i mógłbym argumentować swoje zdanie godzinami… no i to robiłem. Nie usłyszałem tego zdania od fizycznej osobie stojącej przede mną a na audiobooku więc dialog był w mojej głowie. Spokojnie spędziłem ze dwie godziny na analizowaniu i szukaniu kruczka którym mógłbym wytłumaczyć się i zwalić odpowiedzialność na kogoś innego. Nie znalazłem. To prawda byłem, jestem i będę odpowiedzialny za wszystko. Ale spokojnie nie zostawię nas tak bez żadnego rozwiązania albo techniki na poradzenie sobie z tym nowym odkryciem.

Spytałem siebie: to co teraz? Jestem w dupie nie wiem co robić, jestem taki zjebany jaki jestem i co mam zrobić? Żyć z tym? Dalej lecieć na fali oczekiwań rodziny i jeść reklamową papkę która ma rozwiązanie na wszystko? (nadmienię że w sumie jest sporo ludzi którzy tak robią więc się da) ja nie chce tego, chce czegoś więcej, czegoś lepszego. (rozpaczliwie krzyczałem do samego siebie bo wtedy oprócz butelki i lustra nikt nie słuchał)

Odpowiedź przyszła dopiero jak się zamknąłem. Jak przestałem się pytać i zacząłem robić cokolwiek co tylko było uznane za „zdrowe”. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia jak wygląda wgląd w siebie dlatego szedłem za każdym kto osiągnął coś co mogłem chcieć. Nie wiedziałem jak dokładnie to się robi ale wiedziałem że ktoś na pewno to rozkminił i w sumie jak go skopiuję to po części otrzymam ten sam wynik. Zacząłem od siłowni i dyscypliny bo w końcu byłem bardzo rozchwiany i potrzebowałem czegoś co da mi jakąś tożsamość przynajmniej na chwile. Było dobrze a nawet lepiej, wiedziałem już że idę w dobrym kierunku ale jeszcze czułem niedosyt, czułem że to tylko jakaś część którą rozwijam a jest ich na pewno więcej i każda domaga się uwagi. Potem zadbałem o moje relacje, głównie jeżeli chodziło o kobiety. Co by nie mówić to sfera która jest w jakimś sensie przewodnim napędem faceta od ok. 14 roku życie kiedy czuje mrowienie w okolicach krocza jak widzi pismo na regale oznaczonym „dla dorosłych”. I tu zdobyłem doświadczenie które pozwoliło mi być na tyle pewnym moich umiejętności prowadzenia relacji że nie boje się posuchy. Nadal jednak doskwierał mi głód i chęć dalszego rozwoju więc zrobiłem co w mojej mocy żeby po prostu dowiedzieć się od razu co to za pragnienie.

Dość pół środków! Zasługuje na odpowiedz i to teraz! I w tym momencie zamilkłem. Wyłączyłem telefon. Odszedłem od monitora. Zasłoniłem żaluzje. Zamknąłem drzwi. Wyjąłem kartki i długopis. Usiadłem na łóżku i zadałem sobie pytanie właściwie pytania.

Kim ja jestem?

Co chce od życia?

Kogo chce mieć obok?

Nic innego nie robiłem tylko myślałem i pisałem a właściwie to więcej pisałem niż myślałem. Bez filtrów, bez oceniania siebie, bez wpływu z zewnątrz po prostu tworzyłem wizje. Na początku nie było łatwo, masa myśli w mojej głowie mówiła że „nie wiem”, „nie potrzebuje tego”, „przecież mam ogarnięte”, „mogę iść pograć”, trzeba zobaczyć czy ktoś nie napisał” i tak dalej, i tak dalej… dopiero po jakimś czasie zaczęła malować się perspektywa. Całość zaczęła wyłaniać się zza mgły i coraz jaśniej widzę jak solidna jest moja wizja przyszłości, sam nie sądziłem że gdzieś tam w mojej podświadomości leży tak wspaniała budowla, tak misterna a zarazem tak bardzo trwała która przetrwała moje szaleństwo z przed lat a teraz dochodzi powoli ale stanowczo do głosu. Teraz już nie mam wątpliwości że najlepsze co można dla siebie zrobić to po prostu zwolnić a nawet zatrzymać się na chwile, może na godzinę albo na dzień i spojrzeć w siebie bez dystrakcji.

Wierzę że w ciszy i chwili odcięcia od reszty świata każdy z nas znajdzie odpowiedz na każde pytanie które zadamy. Najważniejsze jest w tym to że odpowiedź jest w nas i wiemy co mamy zrobić.

 

1 komentarz

    • cozaludzie, 26 września 2017, 19:49

    Odpowiedz

    Tego nie znałem, spróbuję. Tylko trochę strach spotkać się ze sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.